Pasta z awokado, czosnku niedźwiedziego i rukwi wodnej

Pyszna, zdrowa, zielona. Idealna do kanapki. Rukiew wodna to bardzo zdrowa bylina, znana od wieków. Ma ostry smak, takie połączenie chrzanu z pieprzem. Zawiera mnóstwo witamin i minerałów. Czosnek niedźwiedzi niczym nie przypomina tradycyjnego czosnku, nie ma ząbków, ma liście. Również jest bardzo zdrowy i właśnie teraz jest na niego sezon, więc korzystajmy. Czy wiecie, że jest objęty częściową ochroną ? Nie można go zrywać w lesie ale można kupić sadzonki. I właśnie z tych wszystkich zdrowych, zielonych przygotowałam super pastę. Samo zdrowie.

1 awokado
garść liści czosnku niedźwiedziego
garść liści rukwi wodnej
1 łyżka orzeszków pinii
2 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżki soku z cytryny
sól
pieprz
Wszystko zielone myjemy, osuszamy. Awokado przekrawamy na pół, usuwamy pestkę i wyjmujemy miąższ. Awdokado, rukiew, czosnek i orzeszki zalewamy oliwą, sokiem z cytryny i blendujemy. Na końcu doprawiamy solą i pieprzem. Gotowe. Szybko, zdrowo i zielono.

Chipsy z pasternaku

Pasternak, cóż to takiego. To warzywo, które wyglądem przypomina korzeń pietruszki, pachnie trochę jak pietruszka, trochę jak marchewka. Jest słodkie w smaku. Jest naprawdę bardzo smaczne. Na początek chipsy z pasternaku, wyszły tak pyszne, że nie mogłam się powstrzymać od chrupania. A już niedługo podzielę się z Wami przepisem na zupę z pasternaku.


3 większe korzenie pasternaku
500ml oleju
sól morska
wędzona papryka
Pasternak, myjemy, obieramy i osuszamy. Za pomocą szatkownicy lub obierczki do warzyw ścinamy podłużne plastry. Do garnka wlewamy olej, podgrzewamy jak na frytki. Partiami wrzucamy przygotowany pasternak. Smażymy do zrumienienia. Wykładamy na ręcznik papierowy. Posypujemy solą wymieszaną z papryką. I chrupiemy.

Konfitura z czerwonej cebuli

I w końcu jest, po miesiącu oczekiwania. Konfitura z czerwonej z cebuli, idealny dodatek do pieczonego mięsa albo wędliny. Palce lizać.


500g czerwonej cebuli
125g cukru brązowego
125g cukru
1/2 łyżka soli
2 łyżki octu jabłkowego
mały liść laurowy

Cebulę obieramy i kroimy w cienkie plastry. Palcami rozdrabniamy, dodajemy sól, cukry, listek laurowy oraz ocet.

Mieszamy, przykrywamy i odstawiamy na około 4 godziny.
Po tym czasie usuwamy listek, całość przekładamy do garnuszka i gotujemy na małym ogniu do uzyskania gęstej konfitury. Na gorąco przekładamy do wyparzonych słoików, zakręcamy, odstawiamy do góry dnem na jakieś 20 minut. Przekręcamy i zapominamy na miesiąc. A potem się delektujemy.

Drożdżówka ze szpinakiem, czosnkiem i kozim serem

Czaiłam się na nią od dłuższego czasu. I w końcu zakasałam rękawy i oto jest odrywana drożdżówka nafaszerowana szpinakiem, czosnkiem i kozim serem. Może wizualnie nie kusi ale za to nadrabia smakiem i obłędnym zapachem. Palce lizać, zniknęła ino mig.

3 szkl. mąki pszennej
30g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli
1 szkl. ciepłego mleka
55g masła roztopionego wystudzonego
2 jajka
Drożdże mieszamy z 4 łyżkami ciepłego mleka, łyżeczką cukru i łyżką mąki. Przykrywamy i odstawiamy na 15 minut. Resztę mąki należy przesiać następnie dodajmy pracujące drożdże, mleko, roztopione masło i sól. Wszystko mieszamy i dodajemy jajko, ponownie mieszamy i dodajemy kolejne jajko. Zgniatamy ciasto do momentu kiedy przestanie się kleić do rąk. Ja to zrobiłam mikserem. Przykrywamy i odstawiamy na godzinę do wyrośnięcia.

Farsz
200g świeżego szpinaku
3 ząbki czosnku
sól
pieprz
2 łyżki masła
kozi ser
Na patelni rozgrzewamy masło dodajemy liście szpinaku, jak stracą swoją objętość dodajemy czosnek pokrojony w kostkę. Smażymy do momentu całkowitego odparowania wody. Doprawiamy solą i pieprzem. Studzimy.

Gotowe ciasto lekko zagniatamy i rozwałkowujemy na prostokąt mniej więcej 25 x 40, następnie wykładamy farsz na który ścieramy kozi ser. Pamiętajcie o rozłożeniu farszu tylko na środku, boki powinny zostać puste.

Całość kroimy wzdłuż na dwie połowy a każdą z połówek w poprzek na paski o szerokości 8/9cm. Teraz każdy prostokąt składamy na pół i układamy w keksówce wyłożonej papierem do pieczenia. Przykrywamy i odstawiamy na kolejne 30 minut do wyrośnięcia. Pieczemy w nagrzanym piekarniku / 190 stopni / przez 30 do 40 minut. Pyszności.

Powidła śliwkowe

To już ostatni dzwonek na zrobienie powideł śliwkowych. Jedyne co potrzebujemy to śliwki węgierki i czas ! Powidła najlepiej smakują z białym serem, ale rogaliki z nimi to raj dla podniebienia. Robię dosłownie parę słoiczków, moja spiżarnia powoli zaczyna pękać w szwach.


śliwki węgierki
czas
Śliwki myjemy, przerywamy na połówki, wyjmujemy pestki. Wrzucamy do garnka o dużej średnicy i zaczynamy dusić. Jeżeli śliwki nie mają dużo soku to podlewamy troszkę wody. Gotujemy około 3 godzin, mieszamy. Po 3 godzinach, wyłączamy gaz i zostawiamy bez przykrycia do dnia następnego. Drugiego dnia, ponownie dusimy a potem smażymy znowu około 3 godzin ale trzeba już kontrolować, żeby nie przywierały. Po tym czasie wyłączamy gaz i zostawiamy do dnia następnego. Trzeciego dnia zaczynamy zabawę od nowa. Jak śliwki będą gęste a ich barwa zmieni się w brąz. Powidła są gotowe. Nie mogą spływać z łyżki, tylko muszą odrywać się porcjami. Trzeba wyczuć moment, żeby nie były za ścisłe. Na gorąco przekładamy do wyparzonych słoików, zakręcamy i odwracamy do góry dnem. Gotowe. Życzę Wam owocnej pracy.

Krem z pieczonych pomidorów

Tak tak znowu pomidory. Zamykajmy je w słoikach póki mają smak. Ja dzisiaj zrobiłam kolejną partię przecierów i między innymi na próbę krem z pieczonych pomidorów. Podałam z makaronem spaghetti. Z takiego kremu zrobimy pyszną pomidorówkę. Możemy również dodać do pizzy. Palce lizać.

 


1 kg pomidorów / Lima /
2 cebule cukrowe
1 lub 1/2 główki czosnku
bazylia suszona
oliwa z oliwek
słodka papryka
ostra papryka
sól
Pomidory sparzamy i zdejmujemy skórkę. Rozcinamy na pół, wycinamy zielony środek układamy na blasze. Cebulę obieramy kroimy na 4 części dokładamy do pomidorów. Czosnek rozdzielamy na ząbki, zdejmujemy łupinki i również dodajemy do pomidorów. Całość posypujemy bazylią i skrapiamy oliwą z oliwek.

Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni, wkładamy warzywa i pieczemy około 30/40 minut. Po tym czasie wszystko umieszczamy w pojemniku blendera i miksujemy na gładki krem. Doprawiamy do smaku paprykami i solą. Żeby zamknąć krem w słoiku wystarczy przełożyć go do garnka i chwilę pogotować, wrzący przełożyć do wyparzonego słoika, zamknąć i odstawić do góry dnem. Pycha.

Przecier pomidorowy

Najlepszy przecier pomidorowy tylko domowy. Ten przecier robię od bardzo dawna. Zawsze tak samo tylko ilości się zmieniają. W tamtym roku zaszalałam i zrobiłam z 40 kg. W tym miałam nie robić ale szanowny pan mąż zadbał o to żebym jednak zrobiła i przywiózł 18 kg pomidorów. Chciał nie chciał trzeba było zakasać rękawy. Z racji tego, że nie posiadam aż tak dużego garnka zrobiłam w dwóch rzutach. Po 9 kg i tak podaje proporcje. Moja metoda jest czasochłonna ale warta tego czasu ;) Do mojego przecieru dodaje tylko sól, w ten sposób mam bazę do której za każdym razem mogę dodać inne przyprawy.


9 kg pomidorów, najlepsze podłużne o nazawie Lima
1 łyżka soli
duuużo czasu
sito

Pomidory myjemy kroimy na 4 części, ścinamy zielony środek. I tniemy na małe kawałki. Wrzucamy do garnka. Możemy dolać odrobinę wody / około 0,5 cm na dnie /

Dusimy  tak długo aż skórka oddzieli się od miąższu a reszta się rozpadnie. W takiej postaci / bez pokrywki / zostawiam do dnia następnego. Na drugi dzień nakładamy na sito małe porcje i przecieramy. Na sicie mają zostać skórki i pestki a przecier ma być dość gęsty bez oddzielającego się płynu. Następnie całość doprowadzamy do wrzenia dodajemy łyżkę soli i chwilę gotujemy. Wrzący przecier przelewamy do wyparzonych słoików. Zakręcamy i odstawiamy do góry dnem. Gotowe ! Z 18 kg pomidorów wyszło około 8 litrów przecieru.


Kiszone żółte pomidory

Nooo to się rozszalałam. Zakisiłam pomidory. Po raz pierwszy i ostatni !Ta kiszonka nie trafiła w mój gust, nie wspominając zdumienia pana męża. Co się nasłuchałam ;) Prawdę mówiąc to nam mogą nie smakować a inni będą zachwyceni. Na wszelki wypadek podam przepis gdyby znalazł się ktoś chętny.  Metoda tradycyjna, jak przy kiszeniu ogórków.


1kg pomidorów / najlepiej Lima /
1,5 litra letniej wody
1,5 łyżki soli kamiennej
3 koszyczki kopru
4 ząbki czosnku
3 cm chrzanu
Pomidory myjemy, wycieramy. Na dnie wyparzonego naczynia lub słoja kładziemy koszyczki kopru, czosnek w łupince i kawałki chrzanu. Następnie układamy ścisło pomidory. Zalewamy bardzo letnim roztworem wody z solą. Przykrywamy talerzykiem lub lekko zakręcamy nakrętkę. Odstawiamy na jakieś 7 dni. Jeżeli się zdecydujecie na sprawdzenie smaku kiszonych pomidorów, to dajcie znać jak smakowały.

Kiszona marchewka

Kiszona marchewka – dlaczego nie ? Kisimy ogórki, kapustę, kalafiora, buraki to możemy i marchewkę. Pomysł podsunęła mi mama, dowiedziała się od znajomej, że dzieci uwielbiają kiszoną marchewkę. Wiecie co – to prawda ! Po ukiszeniu dałam spróbować młodemu, który marchewki nie lubi. Zjadł i to kilka plasterków, po czym orzekł, dobre to było :) To najlepsza recenzja. Poza tym kiszonki to samo zdrowie, szczególnie w okresie zimowym. Zawierają kwas mlekowy, mnóstwo witamin i minerałów. Kiszoną marchewkę możemy podać jako surówkę do obiadu, może być również dodatkiem do kanapek. A najlepiej smakuje wprost ze słoika. Moja ma 5 dni jest jeszcze chrupiąca ale już ukiszona. Koniecznie wypróbujcie.


500g marchewki
1,5 litra wody
1 łyżka soli kamiennej
4 ziela angielskie
2 liście laurowe
1,5 cm chrzanu
1,5 cm imbiru
4 ząbki czosnku w łupinkach
10 ziaren pieprzu
4 małe lub 2 duże koszyczki kopru
Marchew myjemy, skrobiemy/obieramy następnie szatkujemy na cienkie plasterki. Imbir i chrzan obieramy, płuczemy i kroimy w półtalarki. Koper płuczemy.

Do wyparzonego słoika / w moim przypadku dwóch / wkładamy koszyczek i na przemian marchew z przyprawami, chrzanem i imbirem. Na końcu koper. Chłodnym roztworem wody z solą zalewamy marchew. Przykrywamy talerzykiem z obciążeniem, odstawiamy na 5 – 7 dni. Po ukiszeniu przechowujemy w lodówce w zamkniętym słoju. Jest tak pyszna, że długo w tej lodówce nie postoi ;)


Dżem brzoskwiniowy

W sobotę dostałam od moich sąsiadów ogromną miskę pysznych brzoskwiń. Było ich za dużo, żeby zjeść wszystkie od razu. Nie, nie, absolutnie nie narzekam. Jak już się ochwaciliśmy to z tego co zostało zrobiłam 2 małe słoiczki dżemu i to tylko dlatego, żeby te małe fruwające zwane octówkami nie dopadły pysznych owoców. Tu z pomocą przyszła mi kuchnia Moniki Sio – smutki podejrzałam przepis i zrobiłam zgodnie z instrukcją ;) Dżem wyszedł tak pyszny, że nabyłam brzoskwinie drogą kupna i zrobiłam kolejne słoiczki.


1kg brzoskwiń
3/4 szkl. cukru
sok z 1 cytryny
Brzoskiwnie myjemy, wyjmujemy pestki i obieramy ze skórki. Kroimy na małe kawałki. Zasypujemy cukrem i gotujemy na małym ogniu około 40 minut. Mieszamy, żeby się nie przypaliły. Czym większa średnica garnka tym lepiej / krótszy czas gotowania / Po upływie 40 minut, studzimy następnie dodajemy sok z cytryny i ponownie gotujemy około 40 minut. Ja gorące przełożyłam do wyparzonych słoików i odwróciłam do góry dnem. Do dzisiejszego śniadania pasował idealnie :)